wtorek, 17 listopada 2015

Kupiłam ostatnio lampę do salonu.
Piękną. Z takim czymś.
O takim.


Od kiedy mam tę lampę, nie mogę patrzeć na salon. Jest taki niewykończony i bez charakteru.
Wprowadziliśmy się tutaj rok temu, wszystkie pieniądze wydaliśmy na to, co było naprawdę niezbędne a reszta miała czekać na swoją kolej. Większość czeka i jeszcze poczeka.
Łazienka głównie.
I przedpokój.
I garderoba.
Teraz budzi się we mnie salonowy dekorator i wizjoner.
Chcę tapetę - w zygzaki albo glamour, małą szklaną lampkę stołową na komodę, komodę na tę małą stołową szklaną lampkę i plakaty do kuchni. I poduszki na kanapę.
Różowe.

Marysia dostała zaproszenie na urodziny koleżanki. Wybrałam się z nią do TK Maxx'a, żeby kupić prezent (i buciki dla Marysi na zimę. Właściwie to głównie po nie. Ale cśśś, nie mówimy Marysi, wtedy chętniej idzie).
Stałam tak sobie na dziale dziecięcym, ze wszech stron otoczona badziewnym plastkiem.
Bezradna i zagubiona.
Zrezygnowana mówię do Małej:
- Marysiu, ja naprawdę nie wiem, co wybrać dla Matyldy...
- no - zgodziła się ze mną Marysia - ciężko się zdecydować, jak jest tyle pięknych rzeczy!
Otóż to, córeczko. Otóż to.

piątek, 13 listopada 2015

Czteromiesięczny Antoś to zdecydowanie nie niemowlę.
To wrzasklę.
Ale jakie słodkie!
Nikt nie cieszy się na mój widok tak jak on! Nikt!
W dodatku słucha mnie tak chętnie i z takim zainteresowaniem, że gdyby Marysia słuchała tak w jednej tylko setnej części, to byłybyśmy mistrzyniami komunikacji.
W piąty miesiąc życia Antek wkracza z przytupem. A właściwie z obrotem - z pleców na brzuch.
Śmieje się w głos i jest najrozkoszniejszym bobasem świata.
Wybaczam mu wszystkie piski, wrzaski, marudzenia, nieśpiochy a nawet kupę, co mu się uszami z pieluszki wylewa.
Celebruję każdą chwilę z tym moim wyklutem, bo wiem, jak jest ulotna.
A żeby uczcić jego dorosłość, zabraliśmy go na basen. Początkowo był zdziwony a potem się rozwył.
Tak. Rodzice wiedzą, jak sprawić dziecku przyjemność ;)

wrzasklę we własnej osobie:

wtorek, 10 listopada 2015

Za momencik Antek skończy 4 miesiące.
Za chwilunię będzie 5 miesięcy, jak nie chodzę do pracy.

Nie, zdecydowanie nie czuję się wypoczęta.
Sama nie wiem, czy wciąż, czy jeszcze.
Mimo wszystko nie spieszy mi się do powrotu. I chociaż niezliczoną ilość razy w ciągu dnia mam ochotę i Marysię, i Antka wystawić na Allegro i za cud poczytuję, że mnie do wariatkowa nie odwieźli, i że ich jednak wciąż nie wystawiłam, to bardzo doceniam ten domowy czas. Pracę, co ma sens znacznie większy niż ta ku chwale korporacji.
(i czuję, że świat o mnie jeszcze usłyszy, o moich zasługach i staraniach, i że kiedyś mnie jeszcze wyniosą na ołtarze! - święta J., matka Marii i Antoniego, ikona cierpliwości, patronka rodziców zdesperowanych i pozbawionych nadziei na zmiany, sterroryzowanych wrzaskiem dziewczyneczki o wyglądzie aniołka i piskiem niemowlęcia o oczkach niewinnych niczym lilia! ;))

No.
Zamówiłam już pierwsze książki dla dzieci na święta. W tym roku obiecuję sobie zadbać o prezenty wcześniej niż dzień przed wigilią. Co roku sobie obiecuje, ale czuję, że tym razem naprawdę.
Swoją drogą cudne są teraz książki dla kurdupli.
Mam taką samą frajdę z ich czytania i oglądania, jak Marysia.






W poprzedniej notce było zdjęcie Marysi i świeżowyklutego Anteczka, teraz pstryk po czterech miesiącach:



Szybko te maluchy rosną. Zbyt szybko.


czwartek, 5 listopada 2015

Antoś miał dziś swoje drugie szczepienie.
Ja miałam w pamięci pierwsze...
Szłam więc z duszą na ramieniu, z sercem w gardle, z żołądkiem przy kręgosłupie i z czym tam jeszcze się chodzi, kiedy stres człowieka zżera.
(przypomniałam sobie właśnie, jak orzesznica powiedziała do mrówkojada - coś mi zżera przyjaciela, coś mi zjada mrówkojada! Mnie też tak właśnie coś zjadało)
Na szczęście tym razem było znacznie lepiej niż poprzednio.
Mały rozwył się w chwili ukłucia, ale przecież trudno wyobrazić sobie lepszy moment na rozwycie w takiej sytuacji! Skoro już miał płakać, wybrał najwłaściwszy czas.
Dał się zbadać, zmierzyć, zważyć i nie trzeba go było prosić, żeby oddychał.
Antoś waży 6800 g i długi jest jak glizda - 67 cm. A taki maleńki był, jak się urodził!
O taki!
Marysia we własnej indiańskiej stylizacji i świeżowykluty Antoś:


czwartek, 29 października 2015

Teoria swoje, życie swoje.
Pora wieczornego mycia Marysiowej paszczy.
Proszę raz, drugi, trzeci, piąty, milion pięćset sto dziewięćsetny.
Tłumaczę, że zęby brudne, że się zepsują, że dziury będą.
Jak grochem o ścianę! Chociaż tu powinien powstać nowy związek frazeologiczny - jak matka do Marysi!
- Marysiu! - wołam zdesperowana - liczę do trzech!
I choć w zasadzie nie wymyśliłam jeszcze, co ma nastąpić po tym, jak już doliczę, to nie zrażam się:
- raz, dwa...
- osiemnaście dziesięć! - odpowiada mi córeczka i odwraca się na pięcie.

Matkobosko!!!

Witki mi opadają do samej podłogi, pałeczkę przejmuje małżon.
Idzie do Małej i mówi:
- Marysiu, za trzy minuty włączam bajkę. Jak nie zdążysz z myciem zębów, to nie zobaczysz początku.
W Marysię wstępują nowe siły, biegnie do łazienki i szoruje zęby. Z pianą w dziobie pyta:
- mamo, czy ja zdążę na bajkę? Bo tata powiedział, że za trzy minuty włączy, a ja dwie zużywam na zęby!

Zdążyła.
A ja rozważam - czy to już przekupstwo, czy też tylko naturalne konsekwencje?

Tymczasem napawam się słodkim niemowlęcym czasem Antosia.
Maluchy są takie nieskomplikowane!
Przytulić, ukochać, pocałować.
Wziąć na ręce, zrobić głupią minę, zagugać.
Niemowlę odwdzięczy się uśmiechem całego człowieka.




wtorek, 27 października 2015

Przeczytałam wczoraj artykuł o złości.
O tu.
Zdanie „widzę, że jest coś, co cię bardzo zezłościło i chcę o tym wiedzieć, ale nie chcę, żebyś mnie biła” wyryłam już sobie w głowie, duszy i pamięci.
I jeszcze ten fragment: Małe dziecko często nie umie inaczej wyrazić swojej frustracji. Podnosi rączkę, kopie, gryzie. To jest dostępny mu sposób na radzenie sobie z uczuciami. To my dorośli przypisujemy tym zdarzeniom zbyt demoniczny charakter.

O niebo lepiej mi z tą wiedzą!
Marysia jest bardzo wrażliwą i emocjonalną dziewczynką, ale ma dobre serduszko.
Obiecuję sobie solennie, że przestanę tragizować i moralizować. 
Mała ma trudny okres, ale to my - wapniaki jesteśmy w tym domeczku dorośli i powinniśmy ją w trudnościach wspierać, a nie mądrzyć się, że nie wolno nikogo bić! Wiadomo, że nie wolno, ale małe łapki same się wyrywają...
I więcej uwagi muszę jej poświęcać.
Więcej takiego czasu bez poganiania, bez gderania i bez organizowania zajęć.
Marysia regularnie chodzi na balet, na basen, na zajęcia plastyczne, a teraz jeszcze na lodowisko. No i do przedszkola oczywiście.
Zabieram ją do teatru, muzeum, kina i na przeróżne warsztaty.
I na zakupy (bo muszę!).
Dochodzę do wniosku, że na palcach jednej ręki mogę policzyć popołudnia w miesiącu, kiedy Mała może robić, co chce. I kiedy może robić to ze mną, bo ja ciągle zajmuję się wyjątkowo absorbującym Antosiem.
Będziemy nad tym pracować.

Nad wyjątkowo absorbującym Antosiem też.
Przesłodki jest i przerozkoszny, ale naprawdę bardzo wymagający.
Domaga się ciągłego noszenia.
Ma to swoje dobre strony, bo mamy w domu wyjątkowo czysto - Antoś uwielbia odkurzać! Odkurzamy codziennie, a i tak kusi mnie, żeby robić to częściej.
Zawijam małego w chustę i łapię za odkurzacz. Mały rozgląda się uważnie i jest bardzo zadowolony.
I cichy.
I ZASYPIA.



 

poniedziałek, 19 października 2015

Nieużywane, niepodeptane.
Maleńkie i mięciutkie.
Zachwycające.
Słodkie.
Niemowlęce stópki :)





Jesień przyszła.
Zimna i ponura. Nastrój też mam bury.
Z dziecięciem swym nie mogę się dogadać. Zakupiłam stosowną literaturę i będę się dokształcać. Co robić, żeby dziecię zrozumieć, jak reagować a kiedy nie reagować wcale i jak się zachowywać, żeby pomóc.
Czymże jednak byłaby zdobyta wiedza bez możliwości jej praktycznego zastosowania?
Na szczęście mogę tutaj liczyć na pomoc mojej małej córeczki.
Czuję, że to będzie bardzo intensywny kurs.
I jaka szansa na rozwój! Dzieci wspaniale wpływają na rodziców. Nikt nie da takiej motywacji do ćwiczeń, nie nauczy takiej cierpliwości, kreatywności i takiego zorganizowania, jak one. Nikt.

Na przekór temu, co za oknem (i pod dachem) słoneczne wspomnienie sprzed 2 tygodni. Mam nadzieję, że jeszcze wróci piękna, złota jesień.