piątek, 17 czerwca 2016

Dwa dni po dniu matki, Matka Małżona odeszła.
Już nie cierpi, co jest jedyną, choć słabą, pociechą dla bliskich. Innej jednak nie ma i nie będzie, więc tak trzeba powtarzać: już nie cierpi.
Gdyby to jednak ode mnie zależało mogłaby nie cierpieć i żyć.
Ale nie zależy.

(Swoją drogą nie chciałabym wyjść na nieczułą zołzę, ale to tylko Teściowe mogą taki numer wywinąć i umrzeć na kilka dni przed planowanym od pół roku wyjazdem na wakacje!)

Na wakacje mimo smutnych okoliczności pojechaliśmy.
Droga była upiorna, ale i tak lepsza niż sądziłam i dotarliśmy na miejsce przed zimą ;)
Antoś darł się nie tak bardzo strasznie i nie tak bardzo głośno, jak potrafi. Kochane dziecko!

Obrażeni na kapryśny Bałtyk, pojechaliśmy do Włoch, żeby było ciepło i słonecznie.
Żeby był piasek.
I żeby był spokój.
O matczyna naiwności!
Ciepło było, słonecznie bywało, a deszczu spadło tyle, że kiedy odwiedziliśmy Wenecję stwierdziłam- wypisz wymaluj nasz kemping! ;)
Ale i tak było cudnie.
O tak.







4 komentarze:

  1. cuuudddnniiieee :)
    macie piękne zdjęcia... szczególnie Antoszek siedzący na tym chodniku... piękne, artystyczne zdjęcie!
    nasz wyjazd planowaliśmy rok... Ala poszła do szpitala likwidując z góry połowę tego wyjazdu... jeśli się tam zasiedzi - nie pojedziemy nigdzie....
    taaaaaa.... nieczułość i złośliwość losu bywa nieprzebrana!
    fajnie że Wam się udało :)
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdeczne kondolencje z powodu odejścia Mamy :(

      Usuń
    2. no wredny ten los...
      mam nadzieję, że uda Wam się zrealizować chociaż część planu
      ściski!

      Usuń
  2. Jakie śliczności !!! Piękne foty!!
    i kondolencje przyjmijcie ode mnie... :(
    Przykre

    OdpowiedzUsuń